C56

zrobtoteraz.pl

Cicho zapukał i cicho naruszył prywatność tego domu. Gdy zapukał po raz pierwszy, nawet nie zarejestrowała, kiedy niepewnie przekroczył próg.

Niby kiedyś, gdzieś tam się zapowiedział, jak przystało na kulturalnego gentlemana. Za takiego chciał uchodzić. Przynajmniej na początku.

Tylko kto poważnie traktuje takie zapowiedzi?

Wszedł i od razu zaczął podziwiać swoją twarz w lustrze.

Tylko Ona jeszcze nie wiedziała, że wybrał maskę świeżego kochanka. Maskę chłopca, który bardzo szybko stanie się mężczyzną.

O tym, że jest już w domu, poinformował pokazując mały fragment swojego czarnego płaszcza. W skrytości ducha, pod maskami, już sobie to nazwał. PoLip, srolip, czarny mistrz ceremonii. I tylko on już wiedział, że z każdym dniem będzie przybywało jego wyznawców. Wyznawców, którzy ślepo, posłusznie i szybko podążą za jego bezwzględnym planem.

To było jakiś czas później.

Ona nawet nie zauważyła, że rozgościł się na dobre. Zajął już nawet główną część domu. Ona nadal tego nie widziała. Patrzyła, przypadkiem, na inne pokoje, ciesząc się ich pozorną czystością.

No zobacz, jakie wysprzątane, mówiła. – Jeszcze wymyjesz te dwa okna i można robić święta, dodawała przekornie. Ona jakoś nie miała siły sprzątać. 

A Maciejka tak pięknie pachniała tego lata.

Pacjent odmówił leczenia. Tak wtedy napisała lekarka.

A Maciejka nadal tak pięknie pachniała tego lata.

Jesienią i wczesną zimą prawie zniknęła. Nie chciała już oglądać czystych pomieszczeń, karmiąc się jedynie świadomością, że gdzieś tam są. Za dużo stopni krętych schodów, żeby udźwignąć ich pokonywanie.

W zamian wprowadziła nowy zwyczaj. Przekomarzanie się z wagą.

– Dziś dołożę jedną warstwę ciuchów więcej, mówiła. – A dziś buty, -dodawała z cieniem uśmiechu. A waga tarzając się po podłodze ze śmiechu, ciągle się odchudzała. 40, 35, 33.5. 32 kg. Tyle pokazała. No wariatka. Już prawie wygrała pierwsze miejsce w konkursie na najpiękniejsze zimowe piórko.

I już nawet jemiołuszka pokrzykiwała na nią oburzona.

A on był zachwycony.

I już nie przypominał nieśmiałego chłopca, który pierwszą miłosną noc ma nadal przed sobą. Był już dojrzałym, świadomym swojej siły mężczyzną. Nieugięty, pnący do przodu, niczym świadomy swojej siły Spartanin.

A Ona przyjęta w trybie ratującym życie. Tym razem, nawet lekarka była tuż, tuż od dołączenia do błyskawicznie poszerzającego się grona jego wyznawców.

A Ona straciła włosy.

-Ale mamo, naprawdę ślicznie Ci w tej fryzurze, -słyszała.

-Ale, zobacz, jakie mam świetnie wyniki – odpowiadała.

Dom znów wydawał się tak pięknie wysprzątany. Nawet z jego obecności.

Chyba jednak nawet jego męska siła musiała ustąpić tym razem, pod naporem kobiecej woli życia.

Iluzje. Tak bardzo lubią nas karmić swoim niskokalorycznym pokarmem.

Kilka chwil później wrócił. Już bez pukania, kopiąc w drzwi i wyrywając je z zawiasów. Z impetem wbiegł do domu.

Nawet nie zdążyła się przyjrzeć – kto i co i po co? Ale Pan w jakiej sprawie? Zwyczajnie go nie poznała w nowej masce. Teraz był władczy, silny, zdeterminowany. Pewny siebie. I nawet tego nie ukrywał. Nie zdejmując zabłoconych butów rozsiadł się wygodnie na kanapie. Bez ostrzeżenia i zbędnych pytań otworzył lodówkę. Wziął zimne piwo.

A Ona nie miała już siły go wyprosić…

Jeden oddech. Jedno zaskoczone spojrzenie. W półśnie. Między tym co zostawiała i tym co było.

Silne męskie ramiona, wypełnione jej energią zabrały ją daleko, od znów czystego domu.

Nieskończenie daleko od maciejki. I daleko od zimowej jemiołuszki.

A maciejka znów pięknie pachnie tego lata.  Tak mówią jej wnuki.

***

– Mamo, no chodź, kawę Ci zrobiłam…

– Mamo… No chodź, kawa stygnie. Mamoooo!!!!

Nie odpowiada. Już nigdy nie odpowie. To tak długo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *