Jak artystka

Kiedy byłam małą, kilkuletnią dziewczynką uwielbiałam malować. Szczególnie podczas deszczu. Szczególnie dużo malutkich elementów. Im więcej drobiazgów miał obrazek, tym szybciej i na dłużej odlatywałam.

Później dorosłam.

I przyszedł taki moment w moim życiu, że zaczęłam zadawać sobie pytania. Dużo pytań. Wiele odpowiedzi zawierało słowa “nie wiem”. Czegoś mi brakowało. Czułam pustkę. I nieokreśloną tęsknotę.

I wtedy do mnie dotarła jedna z odpowiedzi. Na kilka pytań. Wraz z nią wróciła radość. I spokój.

A musisz wiedzieć, że to był dla mnie trudny czas. Rak bliskiej osoby. Strach o życie i zdrowie drugiej, bliskiej mi osoby. A jako robaczywa wiśnia na zapleśniałym torcie pojawiła się b. trudna sytuacja – znalazłam się w samym środku wydarzeń z morderstwem dziecka na pierwszym planie.

Potrzebowałam ukojenia. Wypłakania. Oczyszczenia.Równowagi. Potrzebowałam wrócić do własnego życia. I właśnie tego doświadczyłam. I z dumą mogę powiedzieć, że sama, intuicyjnie o to zadbałam.

Jak? Tak, już wiesz. Wróciłam do malowania. Tego dziecięcego. Bez oceniania dzieła. Odnalazłam znów i poczułam czystą radość tworzenia. A musisz wiedzieć o jeszcze jednej rzeczy. Kocham malować a jednocześnie nie potrafię rysować. Gdybym pokazała Ci pierwszy lepszy rysunek mojego autorstwa, absolutnie nie połączyłabyś tego z obrazem kobiety odnajdującej wilczą naturę w sobie, który widzisz na początku tego artykułu.

Więc jak to zrobiłam? Jak zwykle, znalazłam sposób, żeby poczuć się artystką- kiedy tak naprawdę nie potrafię rysować. Nic a nic. Nie wiem nic o kompozycji a z odmian czerwieni znam czerwony i… czerwony?

Wtedy przypomniałam sobie jedne z urodzin mojej młodszej siostry. I zobaczyłam dokładnie prezent, który jej dałam. Mała wersja obrazu do malowania… po numerach. Zaczęłam przekopywać internet i znalazłam.

Malowanie po numerach na płótnie. Legalne malowanie dla dorosłych. Kupujesz gotowe płótno z obrazem, który chcesz namalować. Obraz składa się z numerów, które przypisane są do określonego koloru. Ty otwierasz gotową farbę z określonym numerem, bierzesz pędzel do ręki i… tworzysz.

Czujesz się całkowicie, legalnie i w pełni artystką. Nie wiem jak dla Ciebie – ale dla mnie to wersja idealna. Bo myślałam, że nigdy nie połączę głowonogów, które rysuję z chęcią malowania na płótnie czegoś sensownego.

Ale w tym wszystkim jest jeszcze jedna tajemnica. Taki efekt uboczny malowania.

Wiesz jaki? Malowanie otworzyło mi umysł. Dosłownie. I poza tym, że znów czuję spokój, zauważyłam, że to kolejny puzzel do bycia osobą, która w końcu realizuje zadania do końca. Osobą, która przekracza własne granice i która ma apetyt na kolejne zmiany w życiu, I co najważniejsze- osobą, która krok za krokiem wprowadza te zmiany, tym razem skutecznie w życie.

I jestem pewna, że chociaż pozornie związku nie widać on istnieje.

Jak powiedział George Tooker :

“Malowanie jest usiłowaniem dojścia do ładu z życiem”.

I ja się z pełnym przekonaniem pod tym podpisuję.